Mateusz, świadectwo, festiwal życia 2014

W niedzielę, tydzień temu, wieczorem, byliśmy w Polanicy. Pojechaliśmy tam oglądać pokaz fontanny. I była taka sytuacja, że rozmawiałem tam przez telefon i przeszła koło mnie pewna kobieta. I ona zatrzymała się, przeszła dookoła mnie i usiadła na ławkę. Gdy skończyłem rozmawiać przez telefon usiadłem i zacząłem oglądać ten pokaz. I Duch Święty zaczął na mnie naciskać, zaczął mi pokazywać tę kobietę, że ona potrzebuje modlitwy i na początku nie wiedziałem o co chodzi, ale potem Duch Święty pokazał mi że ona ma problem z kręgosłupem i ze stawami. I wiecie – im dłużej stałem, tym bardziej odczuwałem, że muszę to zrobić. I przetrzymałem ponad pół godziny. Gdy skończył się ten pokaz, to ta kobieta odeszła. Wracała do swojego sanatorium. Szybko do niej podszedłem i powiedziałem „modlę się o ludzi na ulicach, czy wie Pani, że Bóg kazał mi do Pani dzisiaj podejść? I mam takie pytanie, czy ma pani problem z kręgosłupem i ze stawami?”. Była w wielkim szoku, a potem się uśmiechnęła i powiedziała, że tak, że ma taki problem. Powiedziałem jej, że wierzę, że Bóg chce ją uzdrowić z tego schorzenia i że chce to zrobić teraz i dlatego pokazał jej schorzenie. Ale ona nie chciała się pomodlić. Mówiłem, że to tylko kilka sekund, że to wszystko stało się właśnie po to… Ale ona powiedziała tylko, że o tym pomyśli, więc odpowiedziałem, że jeżeli mi się uda, bo nie jestem stąd, to przyjadę do Polanicy w tygodniu i znajdę ją. I wierzę, że Bóg to zmieni. Byłem zadowolony z tego, bo to jest właśnie słuchanie głosu Bożego. Jeśli idziemy wobec tego, to ludzie są po prostu w szoku. Są zaskoczeni.

Po rozmowie z tą kobietą poszliśmy do sklepu. Gdy wyszedłem zobaczyłem kolejną osobę – był to starszy mężczyzna, już po dawce alkoholu. I Bóg mówi, że ta osoba ma problemy z sercem. Podchodzę więc, pewny sytuacji, mówię prosto z mostu: „ma pan problemy z sercem?”. On mówi „no, niekoniecznie, ale mam astmę oskrzelową, a ona wpływa na moje serce i mnie boli”. W takim razie modlimy się. Okazało się, że był w naszym kościele kiedyś i że go zna. Mogliśmy głosić mu Ewangelię, ogłosiliśmy też zdrowie nad nim. Okazało się, że mężczyzna ma jeszcze problemy z bólem głowy, z kręgosłupem, z nogą, z sercem i z płucami… Modliliśmy się o całe jego ciało. W trakcie modlitwy zgromadziło się mnóstwo ludzi wokół nas. Zrobiło się kółko. Słuchali to, co mówimy do niego. Patrzyli na tę modlitwę. To było niesamowite świadectwo.

Potem, w czwartek, mieliśmy kolejne wyjście. Razem doszliśmy do tego, że pojedziemy do Polanicy. Chciałem spotkać tę kobietę. Wierzę, że ona dużo myślała nad tą całą sytuacją. I dostałem taki fragment: „Wiem, że wszystko, cokolwiek Bóg czyni, trwa na wieki: Nic nie można do tego dodać i nic z tego ująć; a Bóg czyni to, aby się go bano. To, co jest, było już dawno, a to, co będzie, też już jest od dawna; bo Bóg przywraca to, co przeminęło.” (Kazn. 1, 14-15) I jak wychodziłem na miasto, to wierzę, że to już było od dawna… Wierzę, że to, co dzieje się w naszym życiu Bóg zaplanował już dawno. I on zaplanował nasze miejsce, chociaż znał nasze upadki. On znał każde potknięcie, znał każdy moment, w którym go zawiedziemy. On to widział, a pomimo tego powołał nas do służby. A pomimo tego powołał nas do miejsca, w którym jesteście. I to jest niesamowite, bo jak to zrozumiałem, to znowu otworzyły się moje oczy na coś więcej. W czwartek to był słaby czas. Myślałem „Boże, mam wyjść na miasto, a tak się słabo czuję…” Nie wiem, jak to ma być – jak mam ludziom coś dawać, skoro sam czuję jakąś pustkę? I Bóg mi daje ten fragment… „człowieku – Ja już dawno wiedziałem o tych rzeczach, które będą się działy. Ty nie myśl o tym, co się stało, Ty po prostu Mi zaufaj. Ty tego nie robisz własną mocą, własną siłą – Ja to robię. Ty idź i czyń swoje”. I pomodliłem się do Boga i Bóg mi pokazał to miejsce w Polanicy. Pojechaliśmy tam, podzieliliśmy się na dwójki. I po prostu modlimy się: „Boże, niech to miejsce będzie miejscem spotkania z Tobą. Niech to miejsce ogarnie Duch Święty i to się dzisiaj stanie”. Staliśmy tam i dwie kobiety podeszły. Były ok 20 metrów od nas i się zatrzymały po prostu, stały i patrzyły w puste miejsce. Tam nie było nic, one po prostu stały i patrzyły. Pomyślałem „ok, już wiem o co chodzi, idziemy do nich”. Podeszliśmy do tych kobiet i Duch Święty pokazał, że jedna z nich ma coś z kręgosłupem w lędźwiowym odcinku, ale nie zaczęliśmy się o to modlić. Zaczęliśmy tylko rozmawiać. Rozmawialiśmy chyba z 20 minut. I wszystko było dobrze, były niesamowicie otwarte na Ewangelię, były w szoku co nas do tego motywuje, że rozmawiamy z obcymi ludźmi. Ale potem zapytały o Marię… Powiedziałem, że u nas „czegoś takiego” nie ma. Usłyszałem „no to ja kocham Marię, dziękuję, do widzenia”… Ale nic się nie stało. Za każdym razem, gdy rozmawiamy z ludźmi – oni coś dostają. Za każdym razem, nawet 3 minuty słowa – to już w nich pracuje. Ziarno zostało zasiane. I modliłem się do Boga, mówiłem: „Panie, chciałbym, żebyśmy spotkali tę kobietę, która była w niedzielę. Wierzę, że dzisiaj jej życie się zmieni”. I już końcówka – wracamy do auta, a ta kobieta siedzi na ławce. To było niesamowite uczucie, że Bóg dał mi znowu ją spotkać. I wiecie – podchodzę do niej i pytam: „pamięta mnie pani?” Ona mówi: „tak, pamiętam”. Ja mówię: „miała pani przemyśleć pewną kwestię. Chciałbym pani tylko powiedzieć, że Bóg panią kocha i chce zmienić pani sytuację.” I wiecie co ona odpowiedziała? Że jej dobrze jest tak, jak jest. To, co Bóg przygotował – już nie można nic do tego dodać, ani ująć. I jak Jezus głosił, to byli ludzie, którzy przyjmowali Ewangelię, a byli tacy, którzy odwrócili się na pięcie i poszli. Bóg otworzył serce przed tą panią, objawił jej chorobę. Rozumiecie – to jest osoba, którą widzę pierwszy raz w życiu – podchodzę do niej, mówię jej jakie jest jej schorzenie, a ona jest w szoku. I nawet to jej nie zmieniło.

Wczoraj byliśmy jeszcze na festiwalu życia i to był niesamowity czas. Słyszałem różne opinie na temat Festiwalu Nadziei w Warszawie – jedni mówili, że okej, drudzy, że zwiedzenie. I pojechaliśmy na ten festiwal życia i pierwsze co, gdy się zaczął, wyszedł główny mówca, który jest założycielem całej fundacji. Oni robią takie festiwale w całym świecie -robili festiwal w Gruzji, w Rosji itd. W Polsce festiwale odbywają się od dwóch lat. Wszystko działo się w takim ogromnym namiocie. Mogłoby tam być około kilku tysięcy ludzi na całym festiwalu. I na samym początku festiwalu, David Hathaway wyszedł na scenę z gipsem w ręku i powiedział: „wiecie co? Bóg będzie dzisiaj czynił cuda! Już jeden się stał – zanim wyszedłem na scenę, modliłem się o człowieka ze złamaną ręką, a to jest gips, który on miał na ręku.” Nawet nie zaczął się festiwal – on przyszedł i dopiero zaczął mówić pierwsze kazanie… Byłem niesamowicie zbudowany tym, co ten człowiek mówi. On wniósł Boże pragnienie w to miejsce. On wniósł te wszystkie Boże rzeczy, które się dzieją teraz, on opowiadał o tym, że Bóg jest żywy. I pierwsze wezwanie do modlitwy, to było kilkaset osób, które wyszło pod scenę. I ludzie byli masowo uzdrawiani. Kilkadziesiąt ludzi zostało uzdrowionych. I oni od razu po modlitwie wychodzili na scenę składać świadectwa i pierwszy był mężczyzna, który miał zwichnięty bark i miał go w gipsie i też ten gips rozerwali. Przyszedł ze zwichniętym barkiem, ale potem wyniósł ten gips na scenę i powiedział, że został uzdrowiony. Później przyszli ludzie z Czech – cala grupa i mały chłopczyk, który odzyskał słuch – wcześniej nie słyszał, a teraz został uzdrowiony. I wszyscy byli w szoku. Ale Bóg czyni takie cuda! I to było normalne, bo Bóg taki jest. To się dzieje. Bóg nas kocha i on chce w nas działać i bardzo się zbudowałem tym festiwalem, bo to był naprawdę czas cudów – takich cudów, że Bóg niesamowicie działał. Taką rzeczą, którą zauważyłem i myślę, że przynajmniej połowa z tamtych ludzi to byli chrześcijanie. A gdy było pytanie kto potrzebuje modlitwy o uzdrowienie, to 80% ludzi podniosło ręce. I trochę przeraziło mnie to, że ludzie wierzący nie wierzą we własne uzdrowienie. I wielu ludzi otrzymało uzdrowienie. Wielu ludzi również niewierzących przychodziło i mówiło „czuję, że Bóg dotknął mojego serca”. Oni oddawali swoje życie Jezusowi, Bóg zmieniał ich serca. Ludzie się nawracali tam, byli uwalniani. Mieliśmy też fajny czas, mogliśmy uwielbiać Pana. Wieczorem mogliśmy tańczyć dla Boga, uwielbiać Go. I było naprawdę super. Zachęcam Was – za rok też tam jedziemy. Chcemy zabrać ‚swoich’ ludzi, znajomych, warto. To jest dość profesjonalnie zrobione, duży festyn, wielki namiot, tysiące ludzi, jedzenie, różne stoiska. Jest głoszone proste, żywe słowo, jest łamany duch religii nad Polską. Wiecie, że ten duch jest w Polsce, ale trzeba głosić żywego Chrystusa, a nie religię. Trzeba się sprzeciwiać duchowi religii. Widziałem, ze tam ludzie się grupkami modlili o chorych. Przy wyjściu stali i mówili: „kto potrzebuje uzdrowienia – chodźcie tutaj, będziemy się modlić o Was”. I to też jest służba, wierzę, że Bóg zaraża przez nich różne kościoły i miejsca, także to był dobry czas. Amen.

Mateusz, 19 l., lider młodzieży w Kłodzku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s